Witam!
Musze przyznać, że zdrowie to wcale nie jedyny uświadomiony cel (choć to najsilniejsza motywacja) mialem jeszcze jeden... trochę przyznam dziwny.
Mam 32 lata i mam na imię Maciej - jestem zawodowo grafikiem, a wolnej chwili graczem, oglądaczem filmów i trochę też czytaczem :) w zasadzie, to jak się nie relaksuję, to pracuję (często bywa, że i 14 godzin dziennie)
Postanowiłem, że podzielę się swoimi doświadczeniami.
Od maja 2012 roku schudłem 30 kilogramów. Od tego czasu biegam regularnie co 2 dni. Nie stosowałem żadnej specjalnej diety. Zanim zdecydowałem się na dietetyka, do końca grudnia 2012 schudłem 14 kg. Zawdzięczam to wysiłkowi, trochę basenowi i rozsądkowi w odżywianiu. Choć jak się potem okazało, robiłem masę błędów, próbując samemu zdrowo się odżywiać.
Dopiero od miesiąca stosuję dietę (jest teraz początek stycznia 2013) korzystam z rad profesjonalnego dietetyka. W pierwsze 2 tg (koniec grudnia) waga spadła mi o kolejne 5kg i spada nadal, bo przez kolejne dwa tygodnie spadła jeszcze o 3 kg.
Jeśli chodzi o sport, to nigdy nie uprawiałem żadnej dyscypliny. Nawet nie interesuję się sportem i na pewno nigdy się nie zainteresuję, można powiedzieć, gardziłem sportem, nie nawidziłem ruchu.Pewnego dnia, jak w jakimś absurdalnym śnie, wyszedłem z domu, ubrany tak jak siedziałem i przebiegłem się.... HA! rozsądne kilometry, w rozsądnym czasie, żeby sobie nie zrobić krzywdy i żeby sprawdzić jak to jest :) tutaj jak widać rozsądek jakoś działa.
Pobiegałem tydzień (czyli trzy razy) rozsmakowałem się w tym, i dopiero wtedy zacząłem szukać w necie co daje bieganie. Zacząłem od 1,5 km w 7 minut. Na dzień dzisiejszy biegam do 12 km i czuję, że to dopiero początek.
Na dobre zacznie się od wiosny... bo wtedy będę ważył o 10 kg mniej, od momentu, gdy dopiero badałem tą dyscyplinę. Puki jest ślisko, nie jestem w stanie sprawdzić, na co stać mój organizm. teraz biegam wolniej i biegam od 6 do 10 km :)
Gdy zacząłem biegać, nie planowałem schudnąć. Chciałem wyzdrowieć. Słyszałem kiedyś, że biegacze rekreacyjni żyją 6 lat dłużej. Wtedy był to okres, kiedy cały czas bałem się, że zaraz zachoruję, że stanę się zbędnym tonażem dla całej mojej rodziny i całej rodziny mojej żony. Dla samej mojej żony na codzień, będę jak ten kamień przywiązany do szyi. Chciałem im wszystkim darować chociażby samych myśli, które im z pewnością przychodziły do głowy, na samo wspomnienie o mnie.
Ważyłem 102 kg przy wzroście 180 cm- miałem jedno zboczenie, w tygodniu musiałem duszkiem wypić 4400 ml jogurtu (16 butelek) a w sam weekend (w dwie noce) 6 do 8 butelek - do dzisiaj prowadzę w weekendy nocny tryb życia...
Jeśli chodzi o wagę - tak wiem, to tylko spora nadwaga, i wcale tak strasznie nie wyglądałem (przynajmniej w lustrze) ale jak do tego dodać totalnie siedzący tryb życia, problemy z wątrobą, to mogło być tylko gorzej...
Jak nigdy, przy tym moim lekko gapiowskim podejściem do życia (nie twierdzę, że jestem bezrefleksyjny w ogóle) tak od ostatnich dwóch lat, miałem bardzo ponure myśli. Bałem się o swoje zdrowie, o siebie, a przede wszystkim zaczęło brać mnie na boleści jak pomyślałem, jakich problemów narobię innym... Byłem najmniej i oczywiście dużo mniej dbającym o siebie, członkiem rodziny. Byłbym gnojkiem, jakbym musiał im wyszarpnąć tą energię w momencie, jakbym zarył o ziemię, a oni musieli by mnie od tej chwili tachać...
Chciałem też zyskać "trochę" czasu, bo kiedy człowiek ma nie odżyć, jak dopiero na emeryturze ? Jest to czas, kiedy ma się 100% wolnego czasu. Teraz, ma się tych godzin realnie trzy dziennie (nie licząc weekendu, kiedy załatwia się zaległości i czeka na długi tydzień) reszta czasu to kręcenie się wokół szefa, albo obskakiwanie domu. Dla mnie doba ma o 24 godziny za mało.
Spietrałem się, kiedy doszedłem do wniosku, ile czasu zmarnuję sobie i żonie po 80-tce, jak bardzo udaremnię nam, naiwne zresztą, oczekiwanie na "wolność"... dołowałem się coraz bardziej... Miałem wizję, że w wieku 60 lat, znowu przewija mnie moja mama. Jakiś demon szeptał mi koło głowy, że to nie ja będę opiekować się moimi starymi rodzicami, tylko oni wspólnie z moją żoną, będą opiekować się mną. Wizje tego typu, że leżę sztywny, karmią mnie rozwodnioną kaszką i przewijają mi pampersy jak dzidziusiowi... To nie dawało mi spokoju.
W tamtym dniu, z domu wypchnął mnie rozsądek, a właściwie podświadomość... dopiero po tygodniu który trwał dosłownie minutę, zorientowałem się co się dzieje... że tu się dzieje jakieś rzemiosło, po chwili wiedziałem już, o co chodzi :) to ma być rozwiązanie każdego mojego problemu ! Po krótkim czasie, znalazłem jeszcze więcej korzyści, jakie zyskam przy okazji.